Na początku dzieci pytają zwykle o kajdanki. Potem o kraty, więzienne mury i groźnych osadzonych. A po latach same zakładają mundur.

W Służbie Więzienna takich rodzin nie brakuje. Są pokoleniowe historie ojców i synów, ale także takich, w których dzieci idą śladem matek, ucząc się od nich nie tylko procedur i dyscypliny, ale też czegoś znacznie trudniejszego: jak zachować człowieczeństwo tam, gdzie wielu widzi już tylko mury. Jedną z takich historii tworzą plut. Natalia Prach i jej mama chor. sztab. Jadwiga Witkowska z Zakładu Karnego w Czarnem. – Mama była dla mnie wzorem. Poszłam bardzo podobną drogą – mówi plut. Natalia Prach, dziś rzeczniczka prasowa jednostki. W Służbie Więziennej pracuje od sześciu lat. Zaczynała w dziale ewidencji, później trafiła do działu organizacyjno-prawnego. Inspiracją była właśnie matka, funkcjonariuszka i pielęgniarka z piętnastoletnim stażem.

Córka pamięta, że od dziecka słuchała opowieści o służbie. Najpierw dziadka, funkcjonariusza ochrony, później mamy. Mundur nie był w domu czymś obcym. – Wiedziałam z czym ta praca się wiąże. To nie było miejsce tabu – mówi. Najważniejszej lekcji nauczyła ją jednak matka. – Powtarzała, że siłą nie jest wywyższanie się tylko szacunek do drugiego człowieka – opowiada Natalia Prach. I dodaje, że właśnie dlatego chciała pracować tam, gdzie profesjonalizm musi iść w parze z empatią.

Jadwiga Witkowska przyznaje, że nigdy nie namawiała córki do służby , ale też jej nie zniechęcała. – Jest niezależna. To była jej decyzja, ja ją po prostu wspierałam – mówi. Wcześniej pracowała m.in. na intensywnej terapii i w szpitalu psychiatrycznym. Więzienie jej nie przestraszyło. Córce tłumaczyła, że trzeba być otwartym, podchodzić profesjonalnie, pamiętać że osadzony ma prawa, a funkcjonariusz ma obowiązki. I że przy tym wszystkim trzeba być człowiekiem.

Podobnych historii w polskim więziennictwie jest więcej. Dla dzieci funkcjonariuszy więzienie nie jest miejscem budzącym grozę. Wiedzą, że potrzeba do tej pracy nerwów ze stali, odporności i charakteru. A to, czy się w tej służbie sprawdzą, nie zależy od płci. Bywa też, że długo nie planują założyć munduru i dopiero po latach odkrywają, że świat za murami wcale nie jest im obcy. Syn jednej z funkcjonariuszek o rekrutacji dowiedział się przypadkiem - z banneru zawieszonego na więziennym murze. Dziś sam pełni służbę. Rodzice rzadko namawiają. Częściej po prostu są przykładem. I to zwykle wystarcza.

AK

zdjęcia mjr Michał Grodner

Generuj pdf
Znajdź nas również na
Serwis Służby Więziennej