Ratownicy w mundurach
W czwartek, 3 lutego, telefon w dyżurce Oddziału Zewnętrznego w Poznaniu zadzwonił z dramatyczną informacją: na ulicy Nowosolskiej, tuż obok jednostki, leży człowiek. Miał zakrwawioną twarz i nie dawał znaku życia. Dowódca zmiany nie wahał się ani chwili. Choć zdarzenie miało miejsce poza murami, pomoc ruszyła natychmiast.
Walka z czasem i mrozem
Na miejsce ruszyli funkcjonariuszka działu służby zdrowia oraz strażnik działu ochrony. To co zastali, potwierdziło najgorsze przypuszczenia. Mężczyzna, prawdopodobnie po nieszczęśliwym upadku, próbował iść, ale siły opuściły go na opuszczonym terenie kilkanaście metrów dalej. Dla funkcjonariuszy było jasne, że najważniejsze jest zatamowanie krwotoku z nosa i ust oraz zabezpieczenie poszkodowanego przed niską temperaturą, która w takich sytuacjach jest śmiertelnym zagrożeniem.
Mężczyzna był w szoku. Cierpiał na zaburzenia orientacji, nie wiedział, co się stało, kim jest ani dokąd szedł. Funkcjonariuszka oceniła, że upadek spowodował poważny uraz nosa i prawdopodobne pęknięcie szczęki.
Mundur to gotowość do pomocy
Funkcjonariusze Służby Więziennej to nie tylko strażnicy porządku za murami. To profesjonaliści przeszkoleni do ratowania życia w każdych warunkach. Przez kilkanaście minut, do czasu przyjazdu karetki, czuwali nad mężczyzną, monitorując jego parametry życiowe.
Mężczyzna został przekazany ratownikom medycznym w stanie niezagrażającym życiu. Gdyby nie szybka reakcja mundurowych finał tej historii, przy panującym mrozie, mógłby być tragiczny.
Anna Krawczyńska
zdjęcia: archiwum jednostki









