Żywa książka o więzieniu
Cisza między półkami to znak rozpoznawczy każdej biblioteki. W Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Cypriana Kamila Norwida w Świdnicy 15 maja cisza ustąpiła miejsca rozmowom. Niektórym trudnym, innym zaskakującym, wszystkim prawdziwym. Żywa Biblioteka działa tak, że zamiast książek z papieru wypożycza się ludzi. Konkretnych, z imienia i nazwiska, gotowych odpowiadać na każde pytanie. W tym roku Żywymi Książkami byli: funkcjonariuszka Służby Więziennej, gej, hazardzista, ksiądz, opiekun zastępczy, osoba z niepełnosprawnością ruchową, osoba z wadą wymowy, policjant, trzeźwy alkoholik i trzeźwa narkomanka. Każdą z nich można było wypożyczyć na pół godziny, między jedenastą a osiemnastą.
Człowiek zamiast książki
Młodszy chorąży Barbara Furtak-Gałan, funkcjonariuszka Służby Więziennej z Aresztu Śledczego w Świdnicy, była jedną z najchętniej wypożyczanych książek. Tego dnia siadała do rozmowy sześć razy.
– Byłam zaskoczona, że tyle osób chciało ze mną porozmawiać – przyznaje. – Rano przychodziły grupy z liceów, po południu już indywidualnie mieszkańcy, czytelnicy. Pytali o to, jak naprawdę wygląda praca w więzieniu, czym zajmuje się wychowawca, co jest najtrudniejsze.
Jedno pytanie zaskoczyło ją bardziej niż pozostałe. – Najprostsze z możliwych: dlaczego wybrałam Służbę Więzienną. Tego się nie spodziewałam – mówi. – Był też chłopiec z mamą, który zapytał, czy w areszcie jest zimno.
Pół godziny prawdy
Kiedy rozmowa zeszła na trudne chwile, Barbara Furtak-Gałan opowiedziała o zeszłorocznej wigilii. Jeden z osadzonych, długo chorujący, zmarł właśnie tego dnia. – Musiałam zadzwonić do jego córki i powiedzieć, że ojciec odszedł. Wiedziałam, że zepsuję im tę wigilię i każdą kolejną, bo będzie im się kojarzyć ze śmiercią taty – mówi.
Podczas spotkania opowiadała też o chwilach, które dają poczucie sensu tej pracy. - Jako wychowawca mam możliwość wychodzić z osadzonymi poza areszt. Jednym z takich momentów była pomoc przy usuwaniu skutków powodzi. Osadzeni pomagali mieszkańcom, rozmawiali z ludźmi, przełamywali stereotypy – opowiada funkcjonariuszka. Drugim ważnym doświadczeniem był udział więźniów w remoncie zabytkowego parowozu dla Muzeum Kolejnictwa w Jaworzynie Śląskiej. Jeden z osadzonych, który pracował przy renowacji, przyszedł później na galę już jako wolny człowiek. Był z rodziną. – To są momenty, które zostają w pamięci – mówi Barbara Furtak-Gałan.
Rozmowa zamiast stereotypów
Organizatorzy podkreślają, że właśnie o takie spotkania chodzi w Żywej Bibliotece. O rozmowę bez gotowych ocen i etykiet. Projekt narodził się w 2000 roku w Danii i dziś działa w kilkudziesięciu krajach. Jego idea jest prosta: zamiast budować opinie na stereotypach, lepiej usiąść naprzeciw drugiego człowieka i po prostu zapytać. W Świdnicy pytań nie brakowało. I wygląda na to, że za rok będzie ich jeszcze więcej. Funkcjonariuszka zapowiada, że kolejna edycja może pójść krok dalej: – Chcielibyśmy przyjść z osadzonym, żeby on też opowiedział o swoim życiu i doświadczeniach.
AK
zdjęcia Julia Papieska, Miejska Biblioteka Publiczna im. Cypriana Kamila Norwida w Świdnicy









